wtorek, 27 października 2015

Praca w Biedronce: jak ją dostać, ile można zarobić?

Praca w Biedronce: jak ją dostać, ile można zarobić?



Biedronka
Biedronka (Natalia Sawka)
    Biedronka to największy prywatny pracodawca w Polsce. Sieć zatrudnia około 50 tys. osób. Na czym polega praca w Biedronce, jak można ją zdobyć i ile zarobić?
    Żadna sieć handlowa nie zrobiła w naszym kraju tak zawrotnej kariery jak należąca do Portugalskiego koncernu Jeronimo Martins Biedronka. Warto jednak wiedzieć, że Portugalczycy wcale nie zaczynali w Polsce od zera. W 1997 roku odkupili od

    przedsiębiorcy Mariusza Świtalskiego, właściciela Elektromisu sieć 210 Biedronek. Od tego czasu sieć zaczęła szybko rosnąć i zarabiać dla swoich właścicieli krocie. Dziś jak Polska długa i szeroka upstrzona jest sklepami tej sieci. W 2014 r. było ich 2,5 tys., w 900 miejscowościach. Ale Portugalczycy zamierzają w 2015 otworzyć 500 kolejnych marketów. Zakupy we wszystkich sklepach tej sieci w kraju codziennie robi 4 mln Polaków.

    W ubiegłym roku Biedronka zajęła drugie miejsce na przygotowanej przez "Rzeczpospolitą" liście 500 największych firm w Polsce. Ciekawostką jest, że w 2007 roku firma zajmowała dosyć odległe 22. miejsce w tym samym zestawieniu. Ale z roku na rok powiększała swoje przychody i pięła się po szczeblach tego i innych rankingów. W 2014 r. sprzedaż netto Biedronki wyniosła ok. 32 mld zł. - Zajęta pozycja odzwierciedla uznanie ze strony klientów w całej Polsce dla naszej codziennej oferty, opartej o wysoką jakość w najniższych cenach i bliskość sklepów. Od samego początku naszym celem było, aby Polacy oferowali Polakom to, co w Polsce najlepsze - tak skomentował sukces Biedronki Pedro Pereira da Silva, Country Manager w Polsce i Portugalii.

    Praca w Biedronce - jak ją znaleźć?

    Biedronka niemal stale szuka rąk do pracy. Najprostszy sposób na zapoznanie się z ofertą rekrutacyjną tej sieci to odwiedzenie jej strony internetowej. Tylko ofert pracy w sklepie jest tam przynajmniej kilkadziesiąt (151 w chwili pisania tekstu). Najwięcej ogłoszeń dotyczy pracy na stanowisku kasjera. Do zdań osób zatrudnionych na tym stanowisku będzie należało: zapewnienie profesjonalnej obsługi klienta, obsługa kasy fiskalnej, rozładunek dostaw towarów, dbanie o wygląd i właściwy sposób ekspozycji towarów, a także pilnowanie czystości w sklepie.

    Czego firma wymaga? Gotowości do pracy w różnych porach dnia oraz w różne dni tygodnia, nie wyłączając sobót i niedziel. Gotowości do pracy fizycznej, rzetelności i uczciwości, a do tego łatwości nawiązywania kontaktów, umiejętności pracy w zespole. Co ciekawe nie jest wymagane doświadczenie na podobnym stanowisku. Pracodawca zapewnia jednak, że będzie dodatkowym atutem. W zamian firma oferuje "pełną wyzwań pracę w szybko rozwijającej się organizacji", stabilne zatrudnienie w oparciu o umowę o pracę, a do tego możliwość rozwoju zawodowego i osobistego (chociaż nie wiemy, na czym ten rozwój ma polegać).

    Często do sklepów poszukiwani są też kierownicy. Do obowiązków osób zatrudnionych na tym stanowisku będzie należeć m.in. zapewnienie funkcjonowania sklepu zgodnie z obowiązującymi standardami, organizowanie i nadzorowanie pracy zespołu oraz reprezentowanie firmy wobec klientów i dostawców. Firma oczekuje doświadczenia w pracy w sprzedaży, obsłudze klienta i organizowaniu pracy zespołu. Pożądana jest także rzetelność i uczciwość, wysoka motywacja oraz nastawienie na realizację celów. Przyda się umiejętność skutecznej komunikacji i gotowość do pracy w różnych porach dnia oraz w różne dni tygodnia. Oczywiście łącznie z weekendami. Przyszły kierownik powinien liczyć się z tym, że przyjdzie mu też popracować fizycznie.

    W zamian jednak firma oferuje mu pracę pełną wyzwań i stabilne zatrudnienie. I możliwość rozwoju osobistego.



    Ale korzystanie z witryny internetowej to nie jedyny sposób zdobycia pracy w Biedronce. Bardzo często ogłoszenia wywieszane są w sklepach. Tak kasjerką w jednym ze sklepów sieci na warszawskim Ursusie została pani Joanna. - Byłam z mężem na zakupach i nad kasą zobaczyłam ogłoszenie o wolnym stanowisku kasjerki - mówi. W krótkiej rozmowie z kierownikiem sklepu umówiła się na spotkanie rekrutacyjne. Przyszła na nie z przygotowanymi dokumentami i po miesiącu już pracowała w sklepie. Jak sama mówi, dla niej to zajęcie "tylko na chwile", ale dodatkowe pieniądze w domowym budżecie na pewno się przydadzą.

    Praca w Biedronce - jak naprawdę wygląda?

    Pani Joanna pytana o to, jak wygląda praca w Biedronce, przyznaje, że czasami to harówka. - Kasjer to pojęcie względne, bo robimy wszystko: od pracy na kasie, po zmywanie podłogi - mówi. - Wykładanie towaru może naprawdę fizycznie zmęczyć, ale to nic w porównaniu z nieprzyjemnymi klientami - dodaje. I przypomina, że niedawno jedna z klientek zrobiła jej awanturę, bo nie włożyła jej rzeczy do torby. Wezwała kierownika sklepu i dopiero on zawyrokował, że pakowanie zakupów nie należy do obowiązków kasjerek.

    W internecie bez trudu można znaleźć fora poświęcone pracy w tej sieci. - Pracuję 1,5 miesiąca w Biedronce, wcześniej byłem kierownikiem w innej sieci i powiem szczerze to, co się działo tam, to dopiero... Jestem teraz zwykłym pracownikiem podłogowym, czyli kasjer-sprzedawca, nie mam nic na głowie i o to chodziło, żeby odpocząć od tego wszystkiego... - pisze użytkownik siedemkropek z forum gowork.pl.

    W dalszej części wypowiedzi zapewnia jednak, że "sama praca nie jest zła". - Pieczesz chlebek, wykładasz towar, siedzisz na kasie, czasem myjesz podłogę i jest okey - przekonuje.

    Jako wadę tej pracy wskazuje - podobnie jak pani Joanna - zachowania niektórych klientów. - Mają manie wyższości z powodu robienia zakupów w markecie dla biedoty, na zasadzie: ty Kali, ja twój pan, bo ja zostawiać u ciebie swoja pieniądza - żartuje siedemkropek.

    Użytkownik zapewnia też, że sieć bardzo skrupulatnie przestrzega praw pracowniczych. Ponad dekadę temu firma znana była raczej z lekceważenia zapisów kodeksu pracy. W 2005 roku rozpoczęła się prawdopodobnie największa w historii polskiego sądownictwa, sprawa związana z pracą. W roli głównej - Biedronka. Aż 262 kierownikom tych sklepów postawiono prokuratorskie zarzuty m.in. dotyczące nieprzestrzegania norm czasu pracy, niepłacenia za nadgodziny, nieprzestrzegania norm BHP, transportu ciężkich towarów bez odpowiedniego sprzętu. Do tego dochodziło ubliżanie pracownikom, czy fałszowanie ich podpisów na liście obecności. Obciążające sieć zeznania złożyły tysiące pracowników (łącznie przesłuchano 12 tys. osób) i wynikało z nich, że pod dachami Biedronki mieliśmy do czynienia z prawdziwym niewolnictwem. W 2008 roku oskarżono 27 osób, zapadło ostatecznie 10 wyroków skazujących. Jak się jednak okazało w trakcie procesu, ofiarami wyzysku i nieuczciwego traktowania byli sami kierownicy. Jak to zwykle bywa - ryba, a w tym przypadku biedronka, zepsuła się znów od głowy.

    Głośna była też sprawa Bożeny Łopackiej, która walczyła przed sądem pracy o należne jej pieniądze za nadgodziny. Ostatecznie z tytułu wynagrodzenia za godziny nadliczbowe w okresie jej pracy wywalczyła aż 26 tys. zł. Łopacka najpierw była kasjerką, a potem przez dwa lata kierowniczką sklepu Biedronka. W mediach mówiła, że Portugalczycy z zarządu Jeronimo Martins byli zszokowani relacjami międzyludzkimi w sklepach należącej do nich sieci. - Śledztwo powinno objąć wyższy personel sieci, bo to nie kierownicy sklepów są najbardziej winni. Twierdzę, że system stworzyła jakaś grupa z Elektromisu. To Elektromis bowiem początkowo miał tanie markety dyskontowe Biedronka, które następnie sprzedano spółce Jeronimo Martins-Booker z Portugalii. Jak widać, sprzedano razem z systemem niewolnictwa - mówił w 2008 r. mec. Lech Obara, reprezentujący ogólnopolskie Stowarzyszenie Osób Poszkodowanych przez Wielkie Sieci Handlowe.

    Na forach internetowych często przewija się opinia, że co prawda w sieci uporano się z niewolniczymi praktykami i prawo raczej nie jest łamane, ale obchodzone. - Pracuję w Gdańsku na Przymorzu, na 3/4 etatu a wyrabiam prawie cały etat. Ale umowy na cały etat nie chcą dać. Godzin do przodu nie oddają, tylko płacą 7zł. Premii nigdy na oczy nie widziałam. Osoby mające cały etat nie mogą mieć nadgodzin. Dają 3/4 etatu, bo tak mniej płacą. Idziesz do pracy i nie wiesz, ile dziś będziesz musiał zostać po godzinach. Grafik zmieniany średnio co 2 dni. A to, że trzeba pracować za 2 osoby, to już nie wspomnę - pisze anonimowa użytkowniczka na forum gowork.pl.

    Ewa, na tym samym forum opowiada swoją krótką historię: - Pracowałam w Biedronce w Warszawie aż 3 dni (jako "sprzedawca-kasjer"), ale dlatego tak długo, bo 2 dni to było szkolenie. Jej zdaniem praca jest ciężka, zwłaszcza dla kobiet. Największą uciążliwością jest - przekonuje Ewa - dźwiganie ciężkich towarów, a wózki, które miały pomagać w ich transporcie, wcale tego nie robią.

    Serwis wykop.pl zorganizował też sesję AMA (ask me anything) z kasjerką i kierownikiem w Biedronce. Obaj pracownicy sieci mają raczej nastawienie "praca, jak każda inna". Kasjerka zdradza natomiast, że pracownicy często chowają przed klientami promocyjne produkty, np. pierogi 40 proc. taniej. Potwierdza jednak, że na ogół umowy podpisywane są na 3/4 etatu. - Na ogół najpierw na rok, potem zależnie od widzimisię kierownika rejonu - pisze na wykop.pl. Podkreśla jednak, że nie ma odpowiedzialności finansowej kasjera.

    Pan kierownik zdradza natomiast, że produkty wystawiane w promocyjnych koszykach "są niezbyt dobrej jakości", a w jego sklepie zdarzyło się złapać na kradzieży urzędniczkę z magistratu.

    Praca w Biedronce - ile można zarobić?

    W sieci zaskakująco mało jest spekulacji na temat wynagrodzeń w Biedronkach. W dyskusjach często pojawia się informacja, że kasjerzy zarabiają około 2 - 2,2 tys. zł brutto, czyli między 1,46 tys. zł, a 1,6 tys. zł na rękę. Informacje te potwierdza kasjerka w rozmowie z "wykopowiczami". Swoją pensją nie pochwalił się w trakcie AMA kierownik, ale zaznaczył, że pensje kasjerów są ustalane odgórnie i nie zależą od "widzimisię" kierowników sklepów. W kwietniu ubiegłego roku sieć pochwaliła się, że na premie dla pracowników szeregowych przeznaczyła 56 mln złotych, co oznacza, że każdy pracownik Biedronki (i sieci drogerii Hebe, również należącej do JM) otrzymał nieco ponad 1,5 tys. zł brutto premii.

    „Solidarność” z Biedronki zaprasza premier Kopacz do pracy w markecie


    premier.gov.pl/archiwum

    – Warzywa w  Biedronce są super – zachwycała się w TVP Info premier RP. „Solidarność” w Biedronce zaprasza Ewę Kopacz do podjęcia pracy przez jeden dzień w wybranym sklepie tej sieci handlowej, by przekonała się jak ciężkie warunki pracy mają zatrudnione tam osóby.

     
    Premier Kopacz oceniła jednocześnie propozycje PiS dotyczące objęcia 1 proc. podatkiem obrotowym sieci handlowych.

    poniedziałek, 21 kwietnia 2014

    Dlaczego upadają małe sklepy? Nie tylko przez markety

    Dlaczego upadają małe sklepy? Nie tylko przez markety

    Mówi się, że tam, gdzie pojawiają się markety, tracą małe sklepy. Tam z kolei, gdzie toczą się remonty, sklepy tracą podwójnie. Właścicielom niewielkich sklepów w Elblągu trafiła się wobec tego prawdziwa kumulacja? 

    Z danych firmy Soliditet Polska, cytowanych przez dziennik Rzeczpospolita wynika, że w ciągu dwóch i pół roku zniknęło ponad 55 tys. sklepów. Głównie małych spożywczaków – od stycznia 2,8 tys. Z rynku ubywa też salonów odzieżowych. Tylko w tym roku ich liczba skurczyła się o 1,7 tys.

    Małe sklepy pokonały markety i wielkopowierzchniowe sklepy  – ocenia RP. W 120-tys. Elblągu jest dziewięć dyskontów sieci Biedronka. W porównywalnym wielkością Koszalinie jest ich osiem, z kolei w niewiele mniejszym Tarnowie dziesięć. – Tanich sklepów, które są w zasięgu ręki nigdy za dużo – ocenia pani Anna, 30-kilkulatka. – Brakuje mi jednak w Elblągu takich sieci, jak Real, czy Tesco, wtedy byłoby w czym wybierać – przyznaje.

    Chociaż elblążanie na dostępność marketów nie powinni narzekać, to rzeczywiście uwagę zwraca ich mała różnorodność. Dla wielu nie jest problemem los małych, osiedlowych sklepów, ale brak kolejnych marketów znanych marek.

    Czy zachłysnęliśmy się dużymi sklepami? 

    To wiedzą najlepiej właściciele niewielkich sklepów. Co ciekawe, zdania są wśród nich podzielone. Są tacy, którzy na rozbudowę C.H. Ogrody i kolejne Biedronki, powstające w Elblągu patrzą z niepokojem. Inni, tak jak na przykład właściciele pawilonów w miasteczku handlowym koło czołgu, przyczynę upadania kolejnych sklepów upatrują w trwających remontach dróg. Są wreszcie i tacy, którzy winą za zamykające się sklepy obarczają… ich właścicieli.

    - Jeśli ktoś nie ma pojęcia o handlu, to sklep upadnie. Bez znaczenia będzie sąsiedztwo marketów i prowadzone remonty – twierdzi pani Ewa, która sprzedaje w sklepie odzieżowym przy ulicy Robotniczej, w pobliżu prowadzonych prac drogowych. Przyznaje, że zanim rozkopano ulicę, klientów było więcej. - Ten sklep działa jednak bardzo długo i ma swoich stałych klientów w całym Elblągu, którzy zawsze wracają. Ale na to pracuje się latami – zaznacza pani Ewa. – Niektórym się wydaje, że jak otworzą sklep, to ludzie będą walić drzwiami i oknami i zaraz dorobią się niewiadomo jakich pieniędzy. A w handlu potrzeba cierpliwości – dodaje.

    Pani Ewa wspomina, jak kilka lat temu przy ulicy Odzieżowej otwarty został sklep Hetman. – Miałam wtedy sklep spożywczy na rynku, ale wszyscy moi klienci polecieli do tego Hetmana – opowiada kobieta. – Ja w tym czasie stałam na rynku, chociaż czasami nie było żadnych klientów. Wrócili, jak się okazało, że różnica w cenie była niewielka – dodaje.

    - Dzisiaj może zjesz suchą bułkę, bo nic nie zarobiłeś, ale jutro zarobisz więcej – stwierdza pani Ewa. Wśród handlowców to coraz mniej popularny pogląd. Może właśnie dlatego upadają małe sklepy. 

    czwartek, 21 listopada 2013

    MARKETY SIĘ ZMIENIAJĄ



    Coraz większa konkurencja między marketami i dyskontami sprawia, że placówki walczą między sobą nie tylko cenami. Obiekty przechodzą większe lub mniejsze modernizacje.


    Dziś zamknięto jedynego w Inowrocławiu Lidla. Obiekt przy Jacewskiej ma ponownie otworzyć swe podwoje 19 sierpnia. Kilkaset metrów dalej powstaje zupełnie nowy dyskont niemieckiej sieci Aldi.

    Największą przebudowę przechodzi budowlany market Bricomarche na osiedlu Rąbin, obok którego niedawno wyrósł hipermarket Nomi. Budynek zostanie powiększony, a zakończenie inwestycji planowane jest na wczesną jesień. Klienci tego sklepu mogą jednak robić zakupy także w czasie remontu.

    Niedawno wyremontowano także wnętrze elektromarketu Media Expert, a w miejscu dawnego Alberta i Carrefour Express otwarto Biedronkę i sklep ze sprzętem RTV-AGD sieci Neonet. [MP

    Święta to wyzysk pracowników

    Podczas gdy jedni na ciepłych, biurowych posadkach leniwie parzą kawę lub przed Świętami biorą urlopy, inni pracują za dwóch, bo Święta to dla handlowców przede wszystkim biznes i harówka.
    Pani Magda od lat pracuje w handlu. Pracę swoją lubi: za brak monotonii i kontakt z ludźmi. W swojej długiej karierze zawodowej zaliczyła już kilka marketów i dyskontów. Teraz od sześciu lat pracuje w jednym. Ale zawsze, gdy zbliżają się Święta, wie, że musi porządnie załadować akumulatory, bo łatwo nie będzie. – Już od listopada zaczyna się kocioł w sklepach. Ale to, co się dzieje przed samymi Świętami jest niedopisania. Klienci złoszczą się, że tracą czas w kolejkach, a i my z nadmiaru obowiązków nieraz psychicznie nie dajemy rady – mówi Pani Magda. Tłumy, kolejki, a co za tym idzie nerwowa atmosfera, która potrafi się udzielić na dłużej nie nastraja pracowników handlu na zbliżające się Święta. – Święta przygotowuję „po nocach” i na ostatnią chwilę. Nie ma mowy o wzięciu urlopu, bo brakuje rąk do pracy. W tym roku pracuję też w Wigilię, więc kolację przygotują dzieci i mąż. Jednak gdy siądę przy wigilijnym stole bardziej niż o jedzeniu będę myślała o tym, żeby położyć się spać – mówi pani Magda. 

    Częstsze dostawy towaru, praca po godzinach i na pełnych obrotach, stres to chleb powszedni kasjerów i sprzedawców przed Świętami. Pani Magda należy jednak do szczęściarzy, którzy pracując w handlu są zatrudnieni na etat. Część sprzedawców urlopu wziąć nie może, nie ze względu na solidaryzowanie się z kolegami, tylko dlatego, że nie przysługuje im formalnie. Pracują na umowach śmieciowych.

    Nie maja prawda do wolnego

    – Jeśli chcę wziąć wolne, nie dostanę pieniędzy, nawet jeśli zachoruję – mówi Anna, która pracuje w sklepie z dekoracjami wnętrz. Na śmiecówce nie przysługuje żaden socjal. - Nie można też więc liczyć na premię, chyba, że szef będzie w porządku. U nas na premię nie ma co liczyć, co roku dostajemy po drobnym upominku – mówi Anna. Anna zarabia 8 zł netto za godzinę. Jeśli przepracuje 164 godziny, czyli etatową normę dostanie 1312 zł. 

    – W grudniu wyrabiam dużo więcej godzin niż w pozostałych miesiącach, dzięki czemu zarobię więcej, około 1800 zł. Jednak po tym miesiącu jestem wykończona. Duże dostawy towaru mamy kilka razy w tygodniu, a normalnie przychodzą dwa razy w miesiącu. Rozkładamy je w ciągu dnia, a w między czasie trzeba obsłużyć klientów. Brakuje ludzi do pracy mimo, że jest nas więcej na zmianie, bo szefowie w grudniu przyjmują dodatkową osobę. Z tego powodu powstaje nerwowa 

    środa, 12 czerwca 2013

    Wolne w święta

    Pracownicy marketów walczą o wolne w święta


    11 listopada - handlować nie wypada! - krzyczeli w środę działacze związków zawodowych hipermarketów Géant i Auchan z całej Polski. Zapowiadają, że to początek walki o wolne w dni świąteczne